SAPI ŚNI O SUSHI

17
Cze
2016

karta marketowa sushi

 

I HAD A DREAM…

Kilka dni temu miała miejsce premiera kolejnej odsłony koguciego menu. Wśród koktajli pojawia się mój, Kita Maki, znów inspirowany jedzeniem. A Wy po raz kolejny pytacie co mi strzeliło do głowy. No to odpowiadam.

Why can’t we be friends?

Odpowiedz jest prosta. Po prostu lubię jeść. I pić. Dlaczego nie miałbym tego połączyć? I nie chodzi mi o foodpairing na zasadzie wódki ze śledziem czy bardziej wyrafinowanego steka z kieliszkiem wina.
Od zawsze lubiłem przemycać w koktajlach smaki zarezerwowane do tej pory tylko dla kucharzy. Skoro oni „pożyczają” od nas alkohol, to czemu ja nie mogę „pożyczyć” od nich rzeżuchy?
Wiem, o wiele łatwiej namówić do spróbowania deseru z pomarańczowym likierem niż do koktajlu z pieczarkami i oregano, ale ja nigdy nie lubiłem łatwych zadań. A zawsze lubiłem przekraczać granice i szokować.

All you need is love

Kita Maki jest koktajlem, z którego jestem najbardziej dumny w całej swojej karierze.
Kiedy udawało mi się dopracować poszczególne składniki, czułem się jak małe dziecko budujące zamek na plaży.
Wymyśliłem w swojej barowej karierze setki, jeśli nie tysiące koktajli. Część pod wpływem chwili, dla gości przy barze, część dopracowywana tygodniami.
Często zastanawiam się, jak to się dzieje, że, mimo takiego doświadczenia, wciąż potrafię się ekscytować i znajdować tyle radości w tym co robię, że każdego wieczoru wciąż odkrywam bar na nowo i że nie ma we mnie ani krzty rutyny.
Myślę, że Jiro Ono, najsławniejszy i najczęściej nagradzany sushi master na świecie, miał 100% racji mówiąc, że tylko zakochując się w swojej pracy można być w niej naprawdę dobrym.

Chciałem być…

Kita Maki jest inspirowane nie tylko sushi, ale też właśnie Jiro Ono. Od zawsze podziwiałem jego skromność (może dlatego, że mi jej brakuje), dbałość o detale i dążenie do perfekcji. Dziewięciesięcioletni właściciel restauracji nagrodzonej aż trzema gwiazdkami Michelin, mentor każdego, kto zajmuje się sushi, wciąż powtarza, że musi się jeszcze wiele nauczyć!

Chcąc chociaż w kilku procentach dorównać mistrzowi, próbowałem kilku dróg na przygotowanie zarówno syropu sezamowego jak i kordiału wasabi, żeby oddać w Wasze ręce ten najlepszy i najbardziej pasujący do koktajlu.
Nieprzypadkowo sięgnąłem też po tequilę, która wciąż jest przygotowywana zgodnie z tradycją i tylko z wyselekcjonowanych agaw.
Dodałem też kilka kropel oliwy z sosem sojowym, żeby już sam aromat koktajlu, wyczuwalny z daleka, przywodził na myśl sushi.
I choć właściwie koktajl był już gotowy, dopracowany, pyszny (znowu brak skromności) i mogłem zaprezentować go Wam o wiele wcześniej to chciałem udoskonalić go jeszcze bardziej i dodać galaretkę, która wyglądem przypomina sushi, ale smakuje…
Może nie będę Wam zdradzał wszystkiego?

Jiro często powtarza, że śni o sushi. Ja śnię o koktajlach. Mam nadzieję, że kiedyś moje sny będą przynosić takie same efekty.

Do zobaczenia przy barze!

kubasapieja