BERL(IN)

12
Lis
2016

Berl (IN)

bcb-zdjecie

Niemcy nasz najbliższy geograficznie zachodni sąsiad. Kraj energetycznej muzyki tanecznej, kinematografi łączącej romans i kino akcji, miejsce wakacyjnego reperowania budżetu (samochody sami reperujemy), historycznych zmian związanym z upadkiem muru berlińskiego oraz najlepszych proszków do prania. Pewnie ile osób tyle skojarzeń i wspomnień. Który z wyżej wymienionych był powodem mojej podróży z Lesiem do stolicy tego kraju? Żaden. Do Berlina jest stosunkowo blisko, 6h pociągiem, 4,5h mknąc po autostradach lub wersja dla hardcorowców – niemal pół dobry w autobusie spod znaku ptaka, którego z powodów rodowych dumnie reprezentuje. Oczywiście wybraliśmy tą ostatnią opcję. Choć słowo „wybraliśmy” nie najlepiej opisuję nasz nasz proces decyzyjny. 10 h spędziliśmy na przemian gaworząc i próbując zasnąć, to ostatnie nam nie wyszło.

img_0492

Po przybyciu na miejsce , ulokowaliśmy się u naszego przyjaciela Filipa Bocheńskiego – pseudonim Bochen – z którym miałem przyjemność pracować, a teraz szefuje w barze Salut!. Nasz tour po barach z powodów oczywistych zaczęliśmy i skończyliśmy właśnie tam. Akurat tego dnia gościnne występy mieli tam barmani ze  znanego baru Little Green Door z Amsterdamu , którzy serwowali koktajle bazujące na rumie z kolonii francuskich. Pokrzepieni napitkami z ich rąk, ruszyliśmy w miasto.

W pierwszej kolejności odwiedziliśmy  Green Door – przyjemny, minimalistyczny, mały bar z falującą ścianą oraz długim barem. Następnie udaliśmy się do niedaleko położonego baru Stagger Lee, gdzie w półmroku raczyliśmy się ich kompozycjami.

fullsizerender

Następnie postanowiliśmy powrócić do bazy, czyli do Salut, gdzie już o tej porze było mnóstwo ludzi i dotarcie do baru było „lekko” utrudnione. Nie był to duży problem, ponieważ czas upływał na rozmowach z liczną grupą przybyłych z całej Polski barmanów. Nie zabawiliśmy tam bardzo długo po pierwsze dlatego, że 2 godzinny sen dawał już o sobie znać, po drugie dlatego, że następnego dnia czekała nas masa atrakcji na, które chcieliśmy się przygotować.

Co skłoniło nas aby przebyć tą drogę z Warszawy aż tutaj? BCB. Pod tym, dla większości osób, niewiele mówiącym skrótem kryje się wydarzenie, którego rozkodowanie dla każdego zajawkowego barmana zajmuje mniej czasu niż zamówienie ( kolejnego:)) Negroni. Bar Convent Berlin są to największe targi alkoholowe w Europie połączone z olbrzymią ilością prelekcji specjalistów z całego świata (wykłady odbywały się na 5 scenach jednocześnie!). W tym roku barmańska gwiazdka wypadła 10-11.10.. A jak już jesteśmy przy porównaniach to uczucie, które nam towarzyszyło mogę porównać do pierwszej wizyty w sklepie z zabawkami Toys R Us w Austrii 18 lat temu. Mnogość wyboru, koloru jest niemal przytłaczająca, a dochodzi do tego jeszcze świadomość, że lwiej części z tego co próbujesz w Polsce nie ma. Tak samo jak z tamtymi zabawkami, tu było kilka rodzajów klocków na krzyż, a tam było oddzielne piętro na poszczególne rodzaje klocków. Szczęki z podłogi nie mogłem podnieść przez 2 dni, mimo iż byłem tu drugi raz. Niezliczone rzędy alejek pełnych stanowisk z różnorodnym alkoholem. Próbowaniu niemal nie było końca, gdyż kończąc jakiś rum, gin, whisk(e)y, tequile, mezcal itd. od razu na horyzoncie pojawiał nam się kolejny punkt warty odwiedzenia – never ending story. Nie będę tu przedstawiał not degustacyjnych alkoholi, ponieważ to też byłaby historia z cyklu końca nie widać.  Ponoć alkohol to nie wszystko i właśnie dla tych osób stworzonych zostało 5 sal na, których odbywały się prelekcje. Tutaj wszystko było XX..XXL. Również ilość osób, rekordowa od początku istnienia konwentu. Z jednej strony bardzo cieszy fakt tak dużego zainteresowania wydarzeniem, świadomość odbiorców się zwiększa, edukacja alkoholowa rośnie, co optymistycznie rokuje na przyszłość. Jednak ma to też drugą stronę medalu (jak wszystko) dostanie się na niektóre prelekcje graniczyła z cudem. Przy kilku musieliśmy się obyć smakiem, znaczy słuchem. Harmonogram był bardzo zróżnicowany – panele dyskusyjne, prelekcje dotyczące różnych brandów, grup alkoholi, trendów, barów, kulturze koktajlowej, podejściu do gości, podejściu od strony biznesowej, w tym roku dużo atencji poświęcono również kawie, w skrócie dla każdego coś interesującego. Można było pławić się w wiedzy;) te na których byliśmy spełniły pokładane w nich nadzieje;)

Wszystko co dobre kiedyś się kończy, nie inaczej było i tym razem. W tym wypadku wiedzieliśmy nawet kiedy. W środę o 19.30 autobus skrzydlatych linii rozpoczął akcję „E.T. go home”. E.T. nie był sam towarzyszyła nam również grupa kumpli pod patronatem sułtana. Co pozytywnie wpłynęło na humory wszystkich nas.

Lekkie podsumowanie? Czemu nie 🙂  Jeżeli ktokolwiek z Was interesuje się alkoholem, ciekawi go złożoność smaków i chciałby poszerzyć swoją paletę doznań organoleptycznych w oparciu o alkohol mocny,to nie ma lepszej okazji niż BCB. Jeżeli jednak jesteście spragnieni …wiedzy, ciekawi informacji, chcecie posłuchać różnych punktów widzenia na żywo to śmiało jedźcie na…BCB. Koszt biletu do tego #Disneylandu to 45 euro. Czy warto? Patrz wyżej 🙂

 

www bocian profilowe kopia